Zakup nosidła dla Matyldy miał być czystym pragmatyzmem. Bo jedziemy na wakacje. Bo plaże. Bo góry. Na szybkie zakupy. O innych funkcjach nie rozmyślałam. Żadne tam „high need baby” z naszej Matyldy. Raczej łatwo „odkładalna”, przytulona szybko się uspakaja, nie wymaga długiego lulania, kołysania itd. Kto by przypuszczał, że nosidło Tula…zmieni wszystko?!
Zaczęła się już od pierwszego spaceru. Pierwsze minuty to małe oszołomienie nową perspektywą. Ale już po chwili zasnęła. Wtulona we mnie; głębokim i mocnym snem. To było tak naturalne, jak gdyby ta przestrzeń pomiędzy moim ciałem, a materiałem nosidła, było miejscem, którego nigdy nie opuszczała. Nie będzie przesadą jeśli napiszę, że ogarnęło mnie totalne wzruszenie. Bo już prawie o tym zapomniałam. Już prawie zapomniałam o tych chwilach gdy była tak malutka, że zasypiała na mnie w pozycji żabki. Zapomniałam o naszym „kangurowaniu”. O drzemkach, w które zapadała podczas karmienia. Wpatrywałam się w nią wtedy godzinami. Dlaczego, nieświadomie nawet, wymyśliłam sobie, że skoro jest już taka duża, i taka samodzielna, i tak pięknie zasypia w swoim łóżeczku, ta nasza bliskość może stać się czymś drugoplanowym. Zgłębiłam (wciąż zgłębiam) temat rodzicielstwa bliskości. Wsiąkłam, przepadłam kompletnie. „Babywearing” (niestety brak polskiego odpowiednika) jest czymś znacznie więcej, niż tylko noszeniem dziecka. Noszenie przy sobie malucha, daje mu potężną dawkę miłości, poczucia bezpieczeństwa i bliskości. Tego nie zastąpi żadne tam, nawet najbardziej wypasione łóżeczko. Dla mnie to oczywiste, ale zdanie to podziela również tata Matyldy, który w noszeniu swojej córki dostrzegł zupełnie nowy poziom więzi z nią. Żałuję czasami, że tematem chustowania nie zainteresowałam się już od pierwszych dni jej życia. No, ale ona z tych „grzecznych”, więc po co… Nadrabiamy teraz. Codziennie wieczorny spacer obowiązkowo na przyTULAńca.
Tak więc, śpieszmy się nosić dzieci. Rosną zdecydowanie za szybko.







Fot. Evay lomoniada@blogspot.com
27 komentarzy
Zdjęcia przepiękne !!
Ja żałuję że nie słyszałam o tuli prędzej bo teraz już żal mi wydawać 400 zł na chwilę, nawet nie wiem czy polubi, czy moje plecy to zniosą, w końcu młoda ma już 9 mieś. W ciąży w ogóle uważałam że nosidło jest totalnie zbędne, dopiero u Was na blogach odkryłam jego liczne zastosowania.
A więc my przytulamy się jak możemy a Wy tulcie się dziewczyny ! ♥
Ja kupiłam,jak Leon miał 9 miesięcy. Teraz ma 11. Nie zaluje.:-)
Jak kupiłam tydzień temu, moja córeczka ma 9miesiecy, nie żałuję 🙂
ładnie podpisany fotograf.
nawet nie zarejestrowałam kiedy zgrałaś te zdjęcia. trzeba było poczekać, bo obróbka przesadzona.
Dodane. Zdjęcia trochę prześwietlone były, a że operuję tylko picasą to wyszło jak wyszło:) Czekać? Dziękuję, to miał być post wakacyjny:p
nie nosiłam swoich dzieci, z F nie było to takie "modne" a z B zabrakło mi cierpliwości.. obiecuję sobie, że tym razem nie odpuszczę: będę nosiła Nowego jak najwięcej!
Noś!
Noś Nowego noś. A kiedy planujecie go przywitać? Zresztą zaraz sobie u Ciebie poczytam:) A nosidło dobre dla tych niecierpliwych, bo to motanie chusty też mnie trochę przerastało, ale ja narwana jestem.
Jaka Ty piękna jesteś! W kompleksy wpadłam! : )
No zwariowała!
U nas Tulowanie teraz niestety tylko tata odprawia z uwagi na moją parszywą nogę. Ale jak tylko dojdę do siebie też wracamy do noszenie 🙂
Pięknie wyglądacie 🙂
Wiedziałam że i u Was Tula się sprawdzi. Cieszę się że Tata dał się przekonać. Pięknie wyglądacie dziewczyny, ooooch i aaaaaach!
Przecież wiesz, jak się baba uprze to nie ma mocnych;)
ojeeej, jakie cudne zdjęcia! i jeden z moich ulubionych tulo-wzorów, po prostu uwielbiam szary chevron:) To prawda że dzieciaki za szybko rosną, i trzeba przytulać,póki same do nas lgną, Młody już się czasem wyrywa, co zrobić!
Może wzór trochę oklepany, ale uwielbiam go właśnie za jego neutralność:) Ten i żaden inny:) Chociaż te nowe, z serii eko czy coś tam też fajne.
Matka Laska. Tula jest cudowna na zakupy to ja nawet wózka nie zabieram – w sensie na wsi. Tula i heja. Ostatnio mniej, ale mała wredota nadrabia na rękach.
hehe, nas też po Tuli w sklepach już rozpoznają i nawet zapraszają bez kolejki;) No same profity z tej tuli.
Sama słodycz na brzuszku :). Na pewno świetną sprawą jest taki "plecaczek" na dziecko. Domyślam się, że duża wygoda. Zdjęcia są prześliczne 🙂 Cudowna mamusia i córeczka 🙂
Dziękujemy:)
Alez Ci córcia rośnie! Pięknie wygladacie ♡ Ja to nawet twierdzę, że noszenie uzależnia i przyczynia się do wzrostu populacji. Niech no tylko Matylda wyrośnie z nosidla, a daję slowo – pomyślisz o nowym Noszaku;)
Ja chustowa, Antka motalam ile dało radę, teraz jeszcze czasem zarzucę go na plecy, ach, uwielbiam tę bliskość!
No przecież wiem, że chustowa Ty dzielna kobieto 🙂 (to apropos Twojego ostatniego wpisu). Podpisuję się. Uzależnia:)
Ale piekne jestescie. Zdjecia wprost bajeczne!
Ale jesteście piękne, córka urodę ma po mamie na bank!
Ja swojej nie nosiłam i nie kangurowałam, miałam kupione niby nosidełko, ale sprzedałam po użytkowaniu hmm moze ze 2 razy. Teraz to już duża kobita więc nawet do snu jak lulam to na siedząco 🙂
My nosiliśmy Polinkę w chuście Womar, bo zwyczajnie nie znosiła wózka. Tak się w nim wydzierała, że ludzie patrzeli na mnie jak na wyrodną matkę, więc jednego, upalnego dnia pobiegłam załamana po chustę. I nasze życie weszło na zupełnie inny level 🙂 A najśmieszniejsze, że zakup chusty "odczarował" wózek :p P.S. Słodkie pytki! 🙂
Tak, bo noszenie dzieci ma magiczne właściwości 🙂
ślicznie piszesz:) nie nosiłam moich córek w żadnych nosidełkach, choć nosiłam i tuliłam je całymi dniami, bo wiem jak ważna jest ta bliskość. Rózyczka ma teraz 18 moesięcy, i wciąż ją noszę, choć ręka nieraz odpada:)) ale dzieci za szybko rosną…tak krótko są dźiećmi, więc nie narzekam na tę rękę bolącą, tylko przekładam słodki ciężar do drugiej ręki :)) pozdrawiam
http://wezowypamietnik.blogspot.com